Pociągi bez specjalnego przeznaczenia

Wiek dwudziesty pierwszy jest wiekiem podróży. Podróże przestały być przywilejem nielicznych. Codziennie miliony ludzi ruszają w swoje życiowe podróże, te dalekie i te całkiem bliskie.

Ruszamy w świat by go poznać, ruszamy w poszukiwaniu pracy ale i w poszukiwaniu przyjaciół, a nawet w poszukiwaniu miłości.

Dziś zadaję sobie pytanie czy w podróż życia można wyruszyć pociągiem PKP Intercity? Pociągiem, w którym nie ma prądu, a więc i nie mam Internetu. Pociągiem, którego niektóre wagony, wyglądem,  nie zmieniły się od lat 80-tych. Czy płacąc za podróż drożej niż za bilet lotniczy podróżując, w tak fatalnych warunkach, nie umykają marzenia, dla których w tę drogę  ruszyliśmy?

Szybko przychodzi mi do głowy, że chyba jednak nie.

Mężczyzna, który siedzi na przeciw wyruszył ze Stargardu,  aż do Białegostoku,  po swojego czworonożnego przyjaciela rasy Chihuahua. Nie straszna mu jedenastogodzinna wyprawa po przyjaciela na całe życie. Niewygody znosi z godnością i humorem, a brak wagonu restauracyjnego tłumaczy sobie, tym że widocznie los chce by zadbał o zdrowszy tryb żywienia.

Okazuje się też, że warunki podróży niewyobrażalnie słabe w porównaniu do kolei regionalnych,  nie odstraszają też młodej dziewczyny, która wyruszyła z jednego końca polski by pobyć dwa dni z miłością swojego życia. Nic to, że nie ma Internetu, a papierosa musi palić w ukryciu w toalecie. Szczęśliwa opowiada o swoim chłopaku, a  oczy błyszczą jej niczym gwiazdy widziane nocą ze szczytów Karakorum. Kiedy rozmawia z nim przez telefon, cicho szepcząc tajemnicze słowa zaklęcia, odruchowo poprawia fryzurę. Język jej ciała mówi jak bardzo chce mu się podobać.

Wtedy, to przez chwilę można uwierzyć, że miłość jest silniejsza niż minister infrastruktury i jego pomysły na publiczny transport.

Ludzie, których los zetknął w  drodze przestają po chwili się denerwować niedogodności podróży. Nawet milczącą bizneswoman, która siedzi wpatrzona w umykający świat,  za brudnym oknem wagonu,  uśmiecha się w głos kiedy słyszy od stewarda roznoszącego kawę, że będzie ona tylko na trasie do Poznania, bo on pracuje tu tylko na pół etatu. Być może potem pojawi się również ktoś z kawą i niezdrowymi chipsami ale nie jest to do końca pewne.

Nagle mody księgowy, któremu telefon przyrósł do ucha trzeźwo stwierdza, że w tych warunkach można by zarobić niezłą kasę, chodząc po przedziałach i sprzedając podróżnym powerbanki.

W istocie,  pisząc ten felieton zauważam niepokojący spadek napięcia w laptopie, a  przecież jeszcze tyle może się tu wydarzyć. Może podróżni w dawnych czasach w podobny sposób rozładowywali napięcie niewygód podróży? Podróż to jednak nasze marzenia, które jak się okazuje potrafią przeciwstawić się wszelkim okolicznościom. Nawet tym, wymyślonym przez PKP Intercity.

 

 

Reklamy